|
————
MENU GŁÓWNE
———— |
|
|
 |
|

Nigdzie nie kupisz taniej !!!
|
 |
|
ARTYKUŁY
● Twoja tarcza obronna
● Toksyny - cichy wróg
●
Dieta Montignaca
● Cuda, czy niewiedza
● Jelito korzeniem życia
● Zrobieni w jajo
● Larwy muchy plujki
● Mleko, mleczko, mleczusio
● Niedobory magnezu
● Witaminy syntetyczne
●
Przesłanki suplementacji
●
Medycyna komórkowa
CHOROBY
● Acidoza - zakwaszenie
● Borelioza - to nie żarty
● Cukrzyca atakuje
STRONY
O ZDROWIU
● Witaminy - zestawienie
●
Witamina "C"
● Witamina E
●
Dieta rozdzielna
●
Zdrowa woda
|
 |
| |
 |
|
Larwoterapia
Metody Leczenia
Ran - Larwy Muchy Plujki.
Metody stosowania larw w
leczeniu trudno gojących się ran znane są od dawnych czasów w szczególności
znali je Majowie. Taki sposób leczenia stosowali również chirurdzy w czasach
wojny secesyjnej w Ameryce, a systematyczne zapiski na temat tej metody pochodzą
z I wojny światowej. Nawet reżyser współczesnej wersji filmu pt.: „Gladiator”
zamieścił w swoim scenariuszu wątek leczenia głównego bohatera – ziarenkami
przypominającymi ryż. To właśnie ta metoda.
Obecnie Larwoterapia wraca do łask wśród coraz większego grona osób
poszukujących i wybierających tą metodę leczenia. Pacjenci objęci tą terapią
posiadają trudno gojące się rany. Wiele osób, które posiadają rozmaite,
niezdiagnozowane infekcje, które przyczyniają się do tego, iż rana nie chce się
goić (zabliźnić) mimo upływu dłuższego okresu czasu, decydują się na tą terapię.
Larwy muchy plujki to larwy specjalnie do tego hodowane w laboratoriach z
zachowaniem wszelkich zasad sterylności. Przeważnie przed położeniem na ranę nie
mają więcej niż kilka milimetrów wielkości. Sposoby na ich zastosowanie, a
dokładnie ich umieszczenie są dwa, a mianowicie: mogą być umieszczane na ranie
bądź przykładane w specjalnie zrobionym opatrunku. Warto wspomnieć, iż larwy do
leczenia są wydezynfekowane, a rozprowadza je w Polsce tylko kilka firm, które
posiadają stosowne certyfikaty. W wielkiej Brytanii żywe larwy można kupić nawet
w aptece.
Larwy nie zawsze nadają się dla każdego chorego. Na pewno nie można ich
zastosować na ranę bolesną, gdzie ich brzeg nie jest otoczony tkanką martwiczą.
Jak wygląda proces leczenia? Larwy wydzielają enzymy trawienne, nie zjadają
martwej tkanki jako takiej. Po procesie strawienia wytwarza się treść półpłynna,
która jest dla larwy pożywieniem i dopiero wtedy ją „wysysają”. Przy okazji
larwa zjada też bakterie i przetrawia je w przewodzie pokarmowym. Takie
„oczyszczanie” rany jest bardzo szybkie. Z reguły następuje to w przeciągu kilku
dni, a nie jak przy stosowanych standardowo opatrunkach przez kilka tygodni. Na
uwagę zasługuje fakt, że larwy radzą sobie w sposób bezproblemowy z bakteriami
odpornymi na antybiotyki np. gronkowiec złocisty.
Warto dodać, że angielskie źródła mówią, że dzięki larwoterapii udaje się
wyleczyć 90% przypadków, gdzie nie pomagają inne sposoby leczenia oraz stosowane
leki. Z powodzeniem można ją zastosować u diabetyków, osób u których wykryto
uczulenie na antybiotyki i przy odleżynach, a także w niektórych przypadkach
chirurgii plastycznej.
Źródło:
"Centrum Leczenia Ran NZOZ ONKOMED"
http://www.centrumleczeniaran.pl/p-larwy-muchy-plujki.html |
 |
| |
|
jesteś na:
► Warto
wiedzieć...
/ Larwy muchy
plujki
|
NOWA-STARA MEDYCYNA
Leczenie larwami
Z doc. Markiem Orkiszewskim,
chirurgiem dziecięcym - rozmawia Ilona Słojewska. |

Kiedy leczenie wymaga wyjścia
poza ramy ogólnie pojętej medycyny?
- Wtedy gdy metody tradycyjne nie rokują powodzenia, a metody niestandardowe
dają szanse przeżycia oraz gdy ich ryzyko stosowania jest mniejsze, niż
pozostawienie pacjenta w "objęciach" sposobów tradycyjnych. I tak stało się trzy
lata temu w Toruniu, gdy 10-letni Paweł L. stracił nogę i część kości miednicy.
Gdy zawiodły antybiotyki, położył Pan na jego otwartą ranę larwy muchy plujki,
które ją dokładnie oczyściły i uratowały Pawłowi życie.
- Chłopiec był niezwykle rzadkim przypadkiem medycznym z pogranicza mojej
specjalizacji, odbiegającym od innych, a zatem i metody musiały być dostosowane
do niego. Lecząc ranę w sposób tradycyjny, podaje się antybiotyki, a gdy
zachodzi konieczność, chirurg wycina martwicę nożyczkami. Najczęściej jednak
zakażenie posuwa się wówczas dalej i jest tylko kwestią odporności chorego, no i
szczęścia, czy rana się zagoi, czy pacjent umrze. U chłopca rana nie wykazywała
tendencji do gojenia się, jego stan był bardzo ciężki, perspektywa wycięcia
martwicy z pewnością skończyłaby się śmiercią i dlatego wszedłem w... muchy.
W jaki sposób?

- Patrzyłem na Pawła i nagle powiedziałem: - Najlepiej jakby mu to coś
wygryzło... Powiedziałem to prostymi słowami, a nie językiem medycznym: usunąć
martwicę, zwalczyć zakażenie czy podnieść barierę odporności. Pomyślałem jak
dziecko, tak jakby to powiedziała, bez obrazy, prosta wiejska kobieta. I jak już
powiedziałem to zdanie, w następnej chwili pojawiło się kolejne, jeszcze
bardziej decydujące: - Ale co mogłoby mu to wygryźć? Hm... Bo o muchach
wiedziałem wtedy tyle, ile przeciętny człowiek.
I jaki był kolejny ruch?
- Internet. Najpierw ustaliliśmy nazwę larw, a po chwili okazało się, jak wielu
ludzi na świecie się nimi zajmuje. W ciągu kilku godzin, po nawiązaniu z nimi
kontaktu, wiedzieliśmy już, jak daleko są zaawansowane badania nad leczeniem ran
larwami muchy plujki. I co więcej, tym, jakby się zdawało, niekonwencjonalnym
sposobem leczenia wcale nie zajmują się paramedycy, lecz specjaliści z
najlepszych klinik na świecie, w tym i z Wielkiej Brytanii.
I wtedy uzmysłowiłem sobie, jak wielkie jest to wyzwanie dla polskiej medycyny.
Czyli warto było zadać sobie to jedno proste pytanie.
- Tak. I cała ta sytuacja skojarzyła mi się z biblijną historią o dobrym
pasterzu. On nie poszedł za całym stadem owiec, tylko szukał tej jednej
owieczki, która się od niego odłączyła. Ta opowieść przekłada się na podejście
do współczesnej medycyny. W najbardziej nowatorskich metodach nie interesuje nas
dziewięćdziesiąt dziewięć wyleczonych przypadków, zakończonych sukcesem, lecz
ten jeden, który nam się wymyka.
Jak wygląda proces oczyszczania przez larwy ropiejących, niegojących się ran?
- Larwa nie zjada martwej tkanki jako takiej. Wydziela enzymy trawiące martwicę
poza ustrojem larwy. Po strawieniu powstaje półpłynna treść będąca pokarmem dla
larwy. Larwa zjada też bakterie i przetrawia je w przewodzie pokarmowym, ale nie
jest to jej sposób na życie. Jej właściwą cechą jest trawienie tego, co jest w
podścielisku, wchłanianie i zjadanie tego, co jest martwe. Dlatego martwa tkanka
rany jest dla larw idealnym pożywieniem. W swoich otworach gębowych ma haczyki,
którymi przyczepia się do rany, żeby nie spłynąć razem z wydzieliną. Larwy
kładzione na ranę mają długość milimetra, a po kilku dniach już ośmiu. To zwykle
wystarczający czas, by dokładnie ją oczyścić. I w tym momencie kończą swą pracę,
bo za chwilę zamienią się w czerwie, a potem odlatują jako muchy.
Uratowanie życia Pawłowi L. przeszło do historii medycyny. Jaki jest dzisiaj, po
trzech latach, stan badań nad leczeniem larwami?
- Nauczyliśmy się, że obecność wielkich naczyń w obrębie rany nie jest
przeciwwskazaniem do stosowania larw. Przy wielkich tętnicach sok wydzielany
przez larwy nie jest szkodliwy, a one same dokładnie oczyszczają naczynie
dokoła. Zapoznałem się z wieloma publikacjami na ten temat. Na przykład, na
zakażoną ranę po nowotworze krtani, w którym te olbrzymie naczynia szyi są w
sąsiedztwie, wpuszcza się larwy i one bezpiecznie usuwają wyłącznie martwicę.
Nie boimy się już naturalnych otworów, bo larwa tam nie wejdzie, ponieważ jest
bardzo mądra. Instynktownie nie wchodzi w kanał, bo żywiąc się rośnie i wie, że
nie przeciśnie się już z powrotem.
Jakie jeszcze odkryto ciekawe osobliwości z życia larw?
- Zaobserwowaliśmy rzecz nieprawdopodobną. Jeżeli do larw, będących już w
opakowaniu, dodaje się gąbkę, to okazuje się, że są one przekonane, iż pojawiła
się konkurencja. I wtedy stają się niewiarygodnie agresywne w wydzielaniu swych
pokarmowych treści, ponieważ "uważają", że jest ich dwa razy tyle. Przekonałem
się o tym, lecząc rany larwami luzem i w woreczkach. Larwy hodowane luzem i
swobodnie kładzione na rany zachowują się leniwie, ospale. Natomiast te drugie
wprost szaleją na ranach. I tu chyba dochodzi do głosu teoria stworzeń stadnych,
konkurujących ze sobą, by przeżyć. Nadmiar wydzieliny w ranie ogranicza dostęp
tlenu i szkodzi larwom. Wiemy, że poprzednio stosowane leczenie miejscowe solami
srebra szkodzi im i je zabija. Dlatego larwy trzeba bezustannie obserwować, bo
swym zachowaniem sygnalizują ciekawe, tajemnicze zjawiska, które człowiek
powinien nauczyć się prawidłowo odczytywać.
|

Larwy muchy plujki
|

Mucha plujka
|
Nie wystarcza mu do tego wiedza, którą posiada?
- Do tego potrzebna jest nam praktyczna wiedza aborygenów, azjatyckich szamanów
i afrykańskich czarowników, ich wielopokoleniowe doświadczenie w leczeniu i w
terapii. Nie tak dawno wielu polskich lekarzy podczas pobytu w Afryce było
świadkami całkowitego wyleczenia chorych w ostatnim stadium gruźlicy, po której
w organizmie nie zostało ani śladu! Żadna medycyna białych ludzi nie może
poszczycić się takim sukcesem. I wszystkie te przypadki są szczegółowo opisane
oraz posiadają pełną dokumentację. Ale Afrykańczycy nie stosowali antybiotyków,
tylko leki pochodzące wprost ze środowiska naturalnego w jego najbardziej
nieskażonej postaci.
Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju larwologii?
- Te larwy to prawdziwe wyzwanie dla współczesnej medycyny. Bo jeżeli zjadają
martwą tkankę, to aż się prosi, by zapytać, czy zjedzą również tkankę zmienioną,
czyli nowotworową. Czy komórki nowotworowe, np. w nowotworze piersi zostaną
również pochłonięte? I kolejne pytanie: czy można larwę tak zmodyfikować, że
będzie je zjadała? Ale tutaj... Hm... Pojawia się coraz więcej pytań i domysłów!
Czy będziemy mogli ją tak ustawić, jak to zrobił dwieście lat temu czeski
zakonnik Gregor Johann Mendel, uważany za twórcę genetyki, w sposób jak
najbardziej naturalny krzyżując groszek przez 8 lat. Zasadą badań Mendla jest
ich prostota. Czy zgodnie z nią można wyhodować larwy, programując ich apetyty?
Może udałoby się tego dokonać bez skomplikowanych modyfikacji DNA? Larwa zje
chore tkanki, nie tylko martwicze, ale wszelkie odmienne? Pewnie tak będzie. Bo
może okazać się, że do modyfikacji larw wcale nie potrzeba wielkich nowoczesnych
laboratoriów.
I to wszystko otwiera nieprawdopodobne wręcz perspektywy dla medycyny, które
znowu otworzą naiwne pytania dziecka: - Jak nauczyć larwy, by zżerały nie tylko
martwicę, ale i tkanki nowotworowe? Podejrzewam, że na to pytanie szybciej od
naukowca odpowiedziałyby wiejskie kobiety, bo dzisiaj jeszcze tylko one potrafią
rozumować na poziomie myślenia spontanicznego, naturalnego. One spytają: - Jak
to zrobić, żeby żarły to, co im dajemy, a nie wybrzydzały? A ja jako naukowiec
zapytam: - Jak je przeprogramować?
W jakich kierunkach może pójść ten rozwój?
- Wydaje się obiecujące nauczenie larwy, jak zjadać tkankę np. nowotworową lub
według innego zapotrzebowania terapeutycznego. Z drugiej strony prawa rynku i
chęć zysku każą zmienić je w produkt półmedyczny, dostępny w każdej aptece,
który kupimy i sami nałożymy na ranę. Tylko, że w tym wypadku rezygnujemy ze
sterylności i wysokich wymagań nakładanych na produkcję leków, rezygnujemy z
postępu. Trzeba przyznać, że oba kierunki są ciekawe, z tym, że ten drugi niesie
ze sobą określone ryzyko. Larwa nie będzie do końca oczyszczona. W leczeniu
larwami nie możemy mówić o medycynie niekonwencjonalnej, chociaż za taką uważa
to leczenie wielu ludzi.
Wobec tego, jak nazwać tę metodę, z jednej strony stosowaną od wieków przez
czarowników, a z drugiej rozwijającą się w nowoczesnych laboratoriach
medycznych?
- Leczenie larwami to jest absolutnie nowa medycyna. To nie jest ani
paramedycyna, ani medycyna konwencjonalna. Bo w przypadku leczenia ran
wyczerpały się najnowocześniejsze antybiotyki, podobnie jak możliwości
chemioterapii i chirurgiczne opracowanie rany, czyli wycięcie i ewentualny
przeszczep skóry. Larwy muchy plujki to nic innego jak lekarstwo wzięte
bezpośrednio z naturalnego świata przyrody. Dotąd staraliśmy się uzyskać
specyficzny lek z roślin lub drogą syntezy chemicznej. Larwy w leczeniu ran czy
pasożyty jelitowe w leczeniu astmy wskazują na potrzebę powrotu do medycyny
ludowej i całościowego używania roślin albo innego elementu środowiska
naturalnego do skutecznego leczenia. Nazywam takie działanie nową medycyną, bo
zaczynamy być w sposób świadomy częścią środowiska naturalnego. Wiemy, jak
zwiększać skuteczność naszych działań, stosując naukowe metody obserwacji i
eksperymentu. Czyli jest to połączenie tradycji z wiedzą naukową. Medycyna
wynikająca z tradycji czy uniwersytecka mają jeden wspólny przekaz: pomóc
człowiekowi. I jestem przekonany, że takie działanie stanie się jednocześnie
medycyną przyszłości.
Źródło: miesięcznik "CZWARTY WYMIAR"
http://www.mag.media.pl/index.php?d=archiwum&s=art2007_12_55

“Suplementy diety, naturalne
witaminy i multiwitaminy, żywienie, dodatki, profilaktyka, dieta, żywność,
zdrowie”
|